Na zamku Księcia Henryka

Wysoko, wysoko w karkonoskim lesie wznosi się góra o nazwie Grodna. Legendy głoszą, że znajdują się tu niewielkie ruiny dawnej posiadłości rodziny von Reuss, gdzie po wojnie nie było po co przyjeżdżać....

Rzeczywistość jest całkiem inna. Na najwyższym szczycie Wzgórz Łomnickich znajduje się piękny, romantyczny zamek! Od niedawna odbudowywany przez prywatnego dzierżawcę.

W weekend miałam okazję gościć tu na warsztatach archeologii eksperymentalnej. Działo się! Walki pomiędzy sobie stoczyli wojowie, a dzieci stale zabawiał błazen Ruphus Raphus :) Można było skosztować znakomitych dań gospodyń wiejskich i posłuchać legend Karkonoszy od zagorzałych miłośników naszego terenu.
Zamek jest stale remontowany, uzupełniono już ubytki w ścianach, odtworzono otwory okienne, osie widokowe i tarasy pod zamkiem. Wyrównano teren. Na dziedzińcu powstała galeria zdjęć sprzed remontu oraz prezentacja znalezisk archeologicznych.

O atrakcjach i zamiarach opowiedział nam, opiekun zamku - Odwiedzający nas turyści mogą zapoznać się z trzema skarbami Karkonoszy: kamieniami szlachetnymi, ziołami karkonoskimi i skarbem archeologicznym. Dzięki przeprowadzonym badaniom archeologicznym wiemy iż błędnym jest nazywanie tego miejsca sztucznymi ruinami, albowiem znaleziono tu fragmenty wczesnośredniowiecznej ceramiki, kości zwierząt oraz fragmenty polepy - zabytki te znajdują się w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu.
Docelowo na parterze powstanie interaktywne muzeum, a na piętrze kawiarnia. Plany są ambitne. Jak wiadomo na ten cel potrzeba sporych środków, które miejmy nadzieję "dopłyną" z odpowiednich źródeł.

Zamek jest przeuroczy. Gdy tylko będziecie w okolicach koniecznie musicie odwiedzić to miejsce.
Widok z zamkowej wieży, wierzcie mi, zapiera dech w piersiach!
















































Kwietniowe spektakle nad wodą

Jaki piękny ten początek kwietnia! Przyroda budzi się do życia, kwitną kwiaty, na drzewach rozwijają się liście...

Właśnie teraz rodzi się wiele leśnych zwierzątek, wilki zakładają gniazda, przylatuje coraz więcej ptaków, a nad wodą odgrywają się prawdziwe godowe spektakle.
Korzystając z pięknej pogody wybrałam się na pobliskie stawy w poszukiwaniu... żurawi. Te bardzo płochliwe ptaszyny niestety się pochowały, ale nie ma tego złego! Poznałam za to nowe zakamarki rodzimej ziemi, spotkałam wodnego potwora, trafiłam na bajeczny zachód słońca, a do tego podejrzałam iście niebieską żabę w miłosnym uścisku... :) Podobno na szczęście... :)





































Wiosenne porządki

Wiosenne dzień dobry :). Pogoda za oknem już mocno wiosenna! W myślach hasam już po ukwieconej łące... Wy też? :)

Zakopałam się gdzieś tej zimy, blogosfery nie odwiedzałam... Czasem, jak sami pewnie wiecie, jest to potrzebne każdemu. Ostatnie kłopoty "bankowe" przybiły mnie nieco, a gdy odporność słaba to i cały organizm nie funkcjonuje jak należy. Na post przyszła chwila, gdy zaniemogłam totalnie. Rzadko poruszam prywatne sprawy, ale w podzięce za Wasze pytania czuję się po części zobowiązana...
Wspaniale, że utrzymujemy kontakty, a dzięki blogowi poznaje wciąż nowe osoby, to bardzo motywujące.
Nawet w chwilach, gdy życie daje nieźle w kość, to toczy się ono nadal, więc trzeba podnieść łepetynę do góry.. I jak ciężko by nie było, ile nie musielibyśmy pracować, znajdujmy chwilę, na to co kochamy najbardziej!

Ostatnio dzieliłam się z Wami zdjęciami ośnieżonej jeszcze łąki. Mroźne chwile z aparatem w dłoni przy oczekiwaniu na wschód uświadomiły mi... moją miłość do światła. Uwielbiam te krótkie momenty, gdy słońce, szczególnie o poranku odgrywa przed nami magiczny pokaz światła...
Moja wybujała fantazja, uwielbienie przebywania w bliskości z naturą podpowiada mi wciąż nowe pomysły. Czasem mam wrażenie, że moja głowa nie nadąża za licznymi marzeniami... Ma ktoś podobnie? :)

Wiosna to taki czas, gdy zabieramy się (powinniśmy się zabrać) za porządki. Nie tylko w domu, w szafach, choć te też przynoszą wielką ulgę (oj tak), ale także idealny czas na zmiany. Poważne zmiany. Pracy, otoczenia i zmiany sposobu myślenia. Mi zazwyczaj udziela się to na przekór jesienią, ale tym razem, nie mam czasu czekać na liście, które jeszcze nie wylazły :). Układam w myślach kiełkujące plany, przecież sama Wam pisałam, że Odważniej znaczy lepiej :)... pamiętacie? :) A teraz: korzystajcie ze światła i energii, jaką daje nam słońce! Ja jeszcze muszę chwilę poczekać, ale obiecuję - dołączę do Was...



Magia zimy

Kto choć trochę mnie zna, ten pewnie wie o moim upodobaniu do wschodów słońca :). Każda pora roku ma swój urok, ale biała zima o poranku to istna magia!

Wyobraźcie sobie, że ten festiwal światła odbył się jednego poranka nad zamarzniętą rzeką... Łapki mi już odpadały, ale wiedziałam, że muszę "to" mieć! Nigdy nie zapomnę tego porannego seansu. Czułam się jego częścią...
Kocham naturę. Kocham ten stan... Przyroda o świcie, mrozik, do tego mgła i to próbujące się przebić światło...

































Siła wschodu słońca

Najbardziej lubię wschody słońca. Są najpiękniejsze! Nowy poranek, jak nowa kartka. Nowa nadzieja, nowe przeżycia, nowy dzień.


Widok z okna nie przestaje mnie zachwycać. Światło wynurza się za Gór Sokolich i oświetla cały horyzont zaglądając do mojego wnętrza. Wschód nieodzownie kojarzy mi się z radością i wdzięcznością....

Zastanawiałam się ostatnio, jak bardzo jesteśmy zależni od...czyjś myśli, jak bardzo boimy się, co powie o nas ktoś, co pomyślą sobie inni... Jak mocno odbiera nam to wiarę we własne siły. Ta gonitwa myśli sprawia, że boimy się podejmować jakikolwiek działania... Rezygnujemy ze swoich potrzeb i zbyt śmiałych (w naszym mniemaniu) marzeń. Kiedyś słyszałam, że żadna wiara nie pomoże nam, jak ta - w samego siebie.
To nie wszystkie inne osoby stoją nam na drodze, sami ją blokujemy. Ich złe myśli, zostaw im. Niech się tłamszą, zazdroszczą, denerwują. Nie usprawiedliwiaj swojej bezczynności obcym złem. Żyj po swojemu.

Nie czekaj na specjalną okazję, na nowy rok, nowy miesiąc. Najlepszą okazją jest dzisiejszy wchód słońca! Ten sam dzień już nigdy się nie powtórzy, zatem go nie zmarnuj. Wykorzystaj najlepiej, jak umiesz to światło i energię, jaką daje nam słońce :) Pięknego dnia 

Dni magicznego kosa

Ostatnie dni stycznia, zwykle bardzo zimne, nazywane są we Włoszech dniami kosa, I giorni della merla. Według legendy, kosy były dawniej całkiem bialutkimi ptakami. Dopiero mroźna zima spowodowała, że musiały się chować w kominach i ... tam sczerniały :)

Bardzo lubię obserwować ptaki. Niewiele mam ku temu okazji, bo mieszkam (niestety) w bloku. Raz po raz na moim balkonie zameldują się ptaszydła, najczęściej są to jednak rude gołębie. Trzeba mieć naprawdę szczęście by trafić na osobnika bardziej kolorowego...


Wiedzieliście, że według starodawnych przesądów kosy mają magiczne moce? Wystarczy zawiesić w domu prawe pióro kosa, a przez całą noc nikt nie zmruży oka... Wierzono także, że dom w którym przebywa kos jest bezpieczny. Nigdy nie uderzy w niego piorun...

Te piękne ptaszyny pierwotnie były ptakami leśnymi, dwa wieki temu zaczęły zasiedlać parki, a dziś zamieszkują w centrach nawet wielkich miast.

Ostatnio przekonałam się, jak trudną sztuką jest fotografowanie tych naszych latających przyjaciół. Na zdjęciu poniżej bardzo łaskawa dla mnie: samiczka kosa :) ♥ 










Słyszeliście, że kiedy ptaki w styczniu śpiewają, to w maju im dziobki zamarzają?! Upss :) Piękna zimo trwaj :), ale w maju nie wracaj!

Styczniowy zachód słońca nad stawem

Styczeń, styczeń wszystko studzi – ziemię, bydło, ludzi.... Styczeń jest trudnym, jak nie najtrudniejszym miesiącem w roku dla wszystkich. 

Mijają świąteczne radości, nadchodzą zimne, szare dni. Co się dziwić, w styczniu jesteśmy najbardziej narażeni na depresję. 
Mam wrażenie, że ludzie wokół chodzą teraz bardzo zdenerwowani i rozdrażnieni. Złe humory najczęściej tłumaczą... pogodą. Niestety takie zachowania oddziałują na innych, smutek nakręca smutek. 
Jestem ciekawa, jaki jest dla Was ten początek roku? Ja w ciągu kilku dni doświadczyłam już zarówno łez szczęścia, jak i przerażenia. Zostałam mile zaskoczona, ale także przykro rozczarowana... Samo życie, a to dopiero kilka dni. 
Nie dajcie się ponieść melancholii! Ja codziennie walczę. Radość odnajduję w... robieniu zdjęć.
W zimowe, z pozoru ponure popołudnie wybrałam się do pobliskiej wsi. Ot, tak popatrzeć na stawy... Zachodzące słońce odbijające się w taflach lodu oczarowało mnie. Wierzę, że choć odrobinę tego piękna mogę za pomocą aparatu przenieść i dla Was.

Zbierajcie dobro. Szukajcie miłych rzeczy w drobnostkach. Wszystko, byle ku szczęściu...