Zatopiona w marzeniach Nikola

Kto z nas nie zatopił się w marzeniach? :) Najlepiej marzy się na łonie natury... 

Wyjątkowej urody dziewczynka o imieniu Nikola stanęła przed moim obiektywem w piękne słoneczne popołudnie. Ależ to było dla mnie wyzwanie! Jak wiecie to dopiero raczkuje w fotografii ludzi, a ona pozowała już dla jednej z najlepszych fotografek w kraju...
Stres szybko minął :). Współpraca z Nikolką i jej mamą przebiegła znakomicie. Na wyszukane pozy nie musiałam jej długo namawiać, bo od razu potrafiła się sprytnie ustawić :)~! Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie... :)
Cudną suknię wykonała dla nas Matoja, specjalistka w tej dziedzinie, polecam! :)















Chcecie zobaczyć więcej? Serdecznie zapraszam: 500px.com/aldiaarcadia gdzie zamieszczam większość zdjęć i na
I facebook.com/arcadiaszczescia/ gdzie wybieram niektóre. :) 

Jarmark w rytmie slow food

Taką sielankę, to ja uwielbiam! :) Jak spędzacie letnie weekendy? Baseny, imprezy, a może relaks ogródkowy? 

Ja w zeszły weekend trafiłam w Górach Izerskich na prawdziwą gratkę :). Fani naturalnych klimatów na pewno byliby wniebowzięci. Było miło, pysznie i pachnąco. Na wyciągnięcie ręki starocie, naturalne ubrania, rękodzieło, kosmetyki, zioła, syropy, sery, mleka, chlebki, wędliny, przeróżne wegańskie dania. Nam bardzo smakowały podpłomyki pieczone na świeżym powietrzu :).
Perski Izerski Jarmark Cudów to przede wszystkim: zdrowa żywność prosto od rolników z pobliskich wsi. Tym razem odbyło się tu także szkolenie chwastologiczne, warsztaty ceramiczne i medytacji dla dzieci. Zabrakło mi jedynie muzyki na żywo. Poza tym impreza jakich mało i szkoda, że tak rzadko.
Co przytargałam? Syrop z owoców rokitnika, bo miła Czeszka obiecywała, że opóźnia starzenie :) i... nalewkę z koziego mleka, bo zachwyciła mnie, że nie smakuje jak alkohol :), i jak wiadomo pan z degustacją trafił na "koziarę"! :)
Jarmark odbył się w średniowiecznej osadzie we wsi Kopaniec, którą pokazywałam Wam już -> tutaj.
Ostatnie zdjęcie przedstawia "domek na drzewie". Drewniana chata niezwykle mi się podoba, las, polana i taka oaza spokoju... W takim otoczeniu mogłabym spędzać całe lato :)  























Zatrzymać chwile

Wakacje trwają w najlepsze! Wiem, wiem, niby mówi się, że kto ma wakacje, ten ma... ale dla mnie letni okres zawsze będzie kojarzył się z wakacjami. Tak nazywam tę porę roku, nawet gdy jedyne co widziałam, to pocztówki od znajomych... Chyba nigdy nie wyrosnę :)

Jestem ciekawa, jak je spędzacie, gdzie byliście lub gdzie się wybieracie? Z przyjemnością odwiedzę Wasze "wirtualne domki".
Nie pisałam na blogu prawie miesiąc, to dla mnie przesadnie dużo. Lubię być z Wami i wiedzieć, że... jesteście. Minione tygodnie spędziłam na nauce. Staram się codziennie zgłębiać tajniki fotografii. Szukanie magii, niepowtarzalnych momentów to jedna z moich licznych pasji.
Fotki z z podróży cykam od dawna, zawsze bałam się przed obiektywem... ludzi. Spróbowałam i nie żałuję. Wiecie jak się czuję? Jakbym rzucała zaklęcia zamykając w kadr jedną chwilę....

Efekt sesji to duża zasługa zaprzyjaźnionego fotografa i profesjonalnej modelki z którymi przygotowaliśmy stylizację. Nad samą obróbką pracuję dopiero od kilku tygodni. Wiele nauki przede mną, ale jeszcze więcej mam nadzieję radości z udanych zdjęć.
Na blogu niewiele się zmienia nadal poszukuję ciekawych miejsc i celebruję życie w rytmie slow... :)

Schwytaj szczęście. Gdy chwila odchodzi, nie zmieniaj jej rytmu...




W sieci skrytych zmysłów...



Przebudź się, poczuj energię jaką napełnia nas las. Otwórz się na nowe...



W zaczarowanym sadzie, gdzie wiatr zapach jabłek niesie...



Zapraszam przy okazji do odwiedzin na Fb facebook.com/arcadiaszczescia 
Instagramie w 500px i standardowo w Google +  

Pałac w Maciejowcu

Wśród lasów w okolicach Parku Krajobrazowego Doliny Bobru we wsi Maciejowiec znajduje się okazały, zabytkowy pałac. 

Kiedy zatrzymaliśmy się przy starym dworze, właśnie zbierało się na burzę. "Obiegówka" wokół dworu zajęła mi trochę czasu, a błyskawice coraz śmielej dawały o sobie znać... ale nie dałam za wygraną. Wiedziałam, że w tej miejscowości jest jeszcze jeden wyjątkowy zabytek...

O Maciejowcu dowiedziałam się tak naprawdę od ogrodnika z Karpnik, który przy okazji mojej fotograficznej eskapady opowiedział, że biznesmen ze Śląska zauroczony był najpierw Maciejowcem, ale ostatecznie wybrał obiekt w Karpnikach. (tamtejszy budynek pokazywałam jeszcze podczas prac remontowych -> tutaj).

Klasycystyczny pałac został wzniesiony w I poł. XIX wieku. Na początku lat 90. w wyniku pożaru uległ znacznemu zniszczeniu. Rezydencje częściowo wyremontowano, ale nie wiadomo czemu zaniechano działań.

Pałac położony jest na uboczu drogi. Od maciejowickiego dworu (ten reportaż możecie przeczytać na blogu -> tu.) udajemy się w prawo przez lasek i po dwóch minutach ujrzymy uroczy kościółek Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Przechodzimy przez zniszczony płot i naszym oczom ukazuje się podupadły, a jakże wspaniały zabytek.
Po znanym parku zostały już tylko wysokie rododendrony i wszechobecne chwasty, krzaki, rozbite szkło... Gdyby tak o niego zadbać mogłoby być w tym miejscu naprawdę bajecznie...
Nie wolno niestety wchodzić do środka, więc zwiedziliśmy tylko z zewnątrz. Może ktoś nawet nie chciał byśmy tam zajrzeli, bo lukając przez okno, pioruny skutecznie przegoniły nas do auta :).

Zobaczcie sami, obejrzyjcie zdjęcia. Pałac aż się prosi o ratunek. Taki zabytek! Z tego co udało mi się dowiedzieć jest na sprzedaż....
Czy budynek odzyska dawny blask za sprawą nowego właściciela? Wyjątkowo mocno trzymam kciuki za tę perełkę....


 




































Żaglówką w górach

A gdyby tak...podziwiać góry z wody? Odwiedziłam dziś urocze miejsce, którym chętnie się z Wami dzielę. Gdy tylko przybędziecie w Karkonosze, pamiętajcie, że można tu również... popływać :).

Nad Jeziorem Pilchowickim znajduje się bowiem Przystań Żeglarska. Dotrzecie tu bez problemu. Dojeżdżając do dworca PKP we wsi Pilchowice, parkujemy auto i schodzimy tuż przy torach w dół.
Widok zapiera dech w piersiach. Z pięknie położonego jeziora można w pełni korzystać: z rowerków wodnych, kajaków, wiosłówek i jachtów. Najpiękniej jest chyba wczesną wiosną, gdy jeszcze ośnieżoną Śnieżkę można zobaczyć z pokładu żaglówki... :) Klub Horyzont organizuje tu żeglarskie szkolenia, regaty, festyny i różne integracyjne spotkania klubowo-rodzinne.

O pięknym jeziorze pisałam w zeszłym roku. Ciekawych więcej kadrów odsyłam do artykułu Nad Jeziorem Pilchowickim. Tym razem jednak pokazuję Wam, myślę ciekawszy, krajobraz z perspektywy wody...



























Magiczne źródełko w świętym miejscu

Co się odwlecze to nie uciecze. Święta to prawda pisana ze.... świętego miejsca. 

Wiele razy wybierałam się do kaplicy św. Anny w Sosnówce. Ostatnio, gdy jeszcze wiosną leżał tu śnieg. Zdezorientowani ośnieżoną, krętą drogą zrezygnowaliśmy blisko celu...
Cieszę się, że dotarliśmy tam właśnie teraz, a nie w marcu. Nie spotkalibyśmy wówczas wyjątkowej osoby... Nie wierzę w przypadki. Wszystko jest nam pisane...

Mam szczęście do ludzi. To wiem na pewno. Często poznaje nowe osoby, to moja pasja, tak jak odkrywanie nowych miejsc. Tak było też i tym razem. Na pustej leśnej ścieżce zaczepiła nas pulchna staruszka na kijkach. Osiemdziesięciolatka przemierza samotnie po kilkanaście km dziennie. Nie mogłam nadziwić się jej formie! Rozmowa potoczyła się w kierunku recept na długowieczność i sekretu zgodnego małżeństwa, którym może poszczycić się od pięćdziesięciu lat. Żadna tajemnica: ruch to zdrowie. Zdrowa, stale zakochana, uśmiechnięta kobieta dodała uroku całej naszej wycieczce. Pod górę ruszyliśmy razem.

Na Grabowiec (z Karpacza lub Jeleniej Góry) można dojechać autem, a ostatni odcinek trasy przejść pieszo. Na zboczu wzgórza ujrzycie uroczą kaplicę św. Anny. Pierwsza budowla stanęła tu już w średniowieczu. Obecna barokowa pochodzi z XVIII wieku.
Kościółek jest stale otwarty, jego wnętrze można obejrzeć przez kraty. Ołtarz przedstawia św. Annę z Jezusem, Marią i Józefem. Co ciekawe, ołtarz stoi bezpośrednio nad źródłem! Woda odprowadzana jest kanałem na zewnątrz kaplicy.

Miejsce niewątpliwie magiczne. W moim odczuciu nawet koty, które się tam wylegują są jak zaczarowane. Jeden rudzielec podbiegł na powitanie, obklejając się wokół nóg. Drugi, całkiem inny. Mimo że czarno-biały zachowywał się, jak... lew. Leżał dumnie, jak pan tego miejsca. Złożył łapki, jedna na drugą i tylko obserwując na odległość turystów miauczał odstraszając. A oczyska... świeciły jak latarenki.

Piękna gospoda, która słynęła niegdyś z pysznych pstrągów i zajęcy była niestety zamknięta. Nie wiem tylko pechowo tego dnia, czy jest tak od dłuższego czasu. Szkoda, obiad w takich okolicznościach byłby atrakcją dla niejednego strudzonego wędrowca....

Można za to napić się tu wody... I to nie byle jakiej! Bo wody, oczywiście :) magicznej!
Źródełko ma cudowną moc. Nie dość, że uzdrawia, to jeszcze zapewnia szczęście w miłości. Jak mówią miejscowi, niektórzy praktykują bieg dookoła kaplicy z wodą w ustach. Kto okrąży ją siedem razy, nie ulewając przy tym ani kropli zapewni sobie szczęście w miłości. Forever! :)
Woda ta też uzdrawia. Jedna z legend mówi o jeleniu, który ranny wpadł do źródełka i wybiegł jak nowo narodzony.
Według podań spotykały się tu także czarownice, które nieopodal organizowały sabaty. Dawne pogańskie kulty niosą ze sobą jeszcze wiele tajemnic...

- Naleje do buteleczki dla męża, niech znów się we mnie zakocha! - przerwała moje przemyślenia roześmiana staruszka.
W upalny dzień przyjemnie było spacerować w tak pięknych okolicznościach przyrody, napawać się widokiem Karkonoszy, a dla ochłody skroplić buzię "rajską" wodą....