Przeprowadzka na domenę

Podobno każda zmiana zakłada rozwój. Lubię zmiany, bo lubię życie. :)

Kochani, po latach blogowania na blogerze przyszła w końcu pora na przeprowadzkę. Z tym zamiarem nosiłam się od dłuższego czasu, aż w końcu nabrałam odwagi.

To już zawsze będzie Wasza i moja Arcadia. :) - Radosne inspiracje, ale adres strony zmienia się na bardziej osobisty.
Mam dużo siły i pomysłów na posty, wierzę zatem, że ze mną zostaniecie i zadomowicie się tak jak ja na nowej witrynie. Z mojej strony obiecuję, że będzie ciekawie! ;)

Zapraszam zatem serdecznie na:

PS. Blog jeszcze nie jest dokończony, ale z czasem będzie nabierał charakteru.
Piszcie do mnie, odzywajcie się, bym mogła i Was łatwiej odnaleźć. 




W rajskim klimacie. Sesja kobieca

Nieczęsto mam okazję fotografować kobiety. Tym razem porwałam na sesję piękną Karolinę chcąc stworzyć coś w bardzo rajskim stylu :).

Modelka to wielbicielka kadrów b&w, więc wybrałam specjalnie także kilka kadrów w czarno-białej kolorystyce.
Udało nam się stworzyć nieco rajskiego klimatu? :) Jak zawsze zostawiam Waszej ocenie. Tymczasem bardzo się już cieszę z myślą o zmianie wyglądu bloga, która mam nadzieję już wkrótce... 
























W leśnym buszu

Wiem. Nie było mnie długo. Jak na mnie to długo, od czerwca, aj! Dużo się działo. Dobrego i złego. Opowiem Wam sporo, pokażę jeszcze więcej. Szykuję się do zmiany na blogu i zbieram siły by blog odżył na nowo. 

Zaglądam wciąż do Was, jest mnie więcej na Instagramie (instagram.com/aldia.arcadia/), czasem na Facebooku (facebook.com/aldiaarcadia/), ale to blog jest moim pierwszym "dzieckiem" i na nim chciałabym się teraz więcej skupić. Z tego co pamiętam, blogosfera zawsze usypiała latem, odżywała na jesień, a prym wiodła w okresach świątecznych. :). Mam rację?

Za oknem upały, więc przygotowałam letnie kadry z magicznego lasu, gdzie wybrałyśmy się razem z Jagódką. Jestem ciekawa Waszych odczuć. Będzie mi miło jeśli podzielicie się ze mną swoimi opiniami.

Do usłyszenia, zobaczenia za niedługo.  

















Bambi wśród irysów

Na kolejnym z magicznych plenerów z Oliwią spotkała nas nie lada niespodzianka! :)

Był środek słonecznego dnia, gdzie generalnie nie powinno robić się wówczas sesji. Zaryzykowałyśmy, efekt oceńcie sami. Coraz bardziej lubię zdjęcia pod słońce. To ryzykowne, ale gdy już się uda, efekt bywa hm... magiczny :).

Na środku pola pośród irysów naszym oczom ukazała się nagle maleńka sarenka. Musiała świeżo co się urodzić, bo była jeszcze mokrutka i zlękniona. Takie śliczne bezbronne zwierzątko aż chce się przytulić, ale oczywiście w takiej sytuacji trzeba się powstrzymać. W pierwszej chwili pomyślałam, że porzuciła ją matka i trzeba jej pomóc, że tu po polu jeżdżą traktory, biegają lisy i grozi jej niebezpieczeństwo. Gdy emocje trochę opadły postanowiłyśmy zadzwonić do leśnika po poradę. Ten przekazał nam, że sarnia mama wróci do maleństwa, co bardzo nas uspokoiło.
Wierzę, że malutka Bambi biega już sama po polach. Tak nazwali ją moi obserwatorzy na Instagramie, którzy okazali wiele dobrego serca, gdy umieściłam filmik sarenki. Wierzcie mi, na pytania o losy zwierzątka odpowiadałam cały dzień ;). 












Z drogi

Piękna ta nasza Polska! - ta myśl cały czas towarzyszyła mi gdy z okna samochodu podziwiałam nieznane mi wcześniej tereny...

Maki w większym skupisku są niesamowite! Też uwielbiacie? :) Nie mogłam się napatrzeć i nacieszyć. Natychmiast zatrzymaliśmy się i pobiegłyśmy z córeczką zobaczyć je z bliska. Sama cieszę się jak dziecko na każde spotkanie z kwiatami, z naturą...
Z bliska zerkały na nas sarenki. Jakieś niepłochliwe, śmiałe wręcz stworzonka zerkały zaciekawione...
Do tego krajobraz z wiatrakami... Bardzo lubię, a w moim regionie ich nie ma.
Życie jest takie wspaniałe, gdy potrafimy cieszyć się drobnostkami. Doceniam te chwile, szanuje, kocham 













Na Ranczo Grapa

Ranczo Grapa to miejsce wyjątkowe. Żyją tu zwierzątka, która można do woli głaskać i karmić. 

Są przyzwyczajone do ludzi i bardzo przyjazne. Fani króliczków będą zachwyceni, biegają tu wolno biorąc marchewki prosto z ręki ;). Takie ranczo w środku lasu stworzył proboszcz we wsi Pielgrzymka na Dolnym Śląsku.

Ze względu na upały wybraliśmy się tu z samego rana. Przemiły poranek, gdy można pogłaskać osiołka, nakarmić koziołka i podziwiać z bliska młode jelenie. Nasze dziecię było zachwycone i tak upłynął nam czas na bieganiu za nią po parku... nie chciała bowiem by jakiś kicaj został głodny ;). W międzyczasie coś udało mi się dla Was cyknąć i polecić Wam kolejne ciekawe miejsce, warte odwiedzenia. Dolny Śląsk. Nie do opowiedzenia. Do zobaczenia 
































Teraz, nie później. Jak pomóc sobie planerem?

Nie ma chyba w życiu czegoś takiego jak odpowiedni moment. Albo działasz - teraz - nie później - albo siedzisz i nadal czekasz na odpowiedni moment, który oczywiście nie nadchodzi. 


Dyscyplina to cecha, którą codziennie w sobie pielęgnuje. Z różnym skutkiem, ale gnam do przodu. Bądź cierpliwy. Nie odkładaj na inny dzień, zrób cokolwiek, ale coś co przybliży Cię do założonego celu.
Na forum dotyczącym znanej diety często czytam te same pytanie: od czego zacząć? Następnie wymówki: dzisiaj nie, bo brakuje produktów, dzisiaj nie, bo do późna pracuję, dzisiaj nie, bo idę na urlop, dzisiaj nie, bo... I tak wkoło. Są osoby, które zapisują się tylko na różne strony, grupy, typu schudnij szybko, zdrowo żyj itp. i na zapisaniu, ewentualnie zadaniu pytań kończą swoje ćwiczenia i diety. Sama przynależność do jakieś grupy ma nas mobilizować. Ile rzeczywiście osób mobilizuje?
Postanowiłam zapytać ośmiu koleżanek, które też figurują jako członkowie tej społeczności. Żadna nie spróbowała tej diety, jedna wiedziała mniej więcej o co w niej chodzi, aż trzy zdziwiły się, co to za grupa, reszta oczywiście potwierdziła tezę: kiedyś zacznę. Grunt to się zapisać, reszta sama się zrobi tak? :)

Krok po kroku.
Tak jak pod daną dietę. Znajdź miejsce, zapisz się, zdobądź wiedzę, poczytaj książki, popytaj, zrób zakupy, ale przede wszystkim zacznij. Cokolwiek planujesz zacząć! :)
Na początku nigdy nie jest idealnie, ale ważne, że już jest ten pierwszy krok do przodu, a nie stanie (kto wygodniejszy siedzenie) w miejscu.

Timothy Ferriss, amerykański przedsiębiorca, autor znanych poradników - (jeden jest do mnie w drodze, w końcu muszę mieć teraz, nie później) - powiedział kiedyś słowa, które lubię sobie powtórzyć, zatem i Wam je przytoczę:
"Kiedyś to choroba, które każe nam zabrać wszystkie nasze marzenia do grobu".

Tak też się stanie, gdy wszystko będziemy odkładać na inny czas. Od stycznia po raz pierwszy zaczęłam prowadzić plener. Czasem jeszcze mi się zakurzy, ale szybko do niego wracam. Cele do osiągnięcia wymierzam sobie na miesiąc, na tydzień i codziennie. Gdy skrupulatnie pilnuje rzeczywiście udaje mi się sporo z nich odhaczyć, gdy tylko odłożę na niższą półkę i zajmę się niby innymi ważnymi sprawami od razu pojawiają się pustki. Co mnie mobilizuje i co polecam Wam ?

Podsumowania miesiąca.
Gdy podsumowałam sobie marzec i kwiecień i naprawdę dokładnie przyjrzałam się temu, co nauczyłam się nowego, co kupiłam, co przeszłam, co zdobyłam, z kim się spotkałam, co znalazłam, co odkryłam, co wdrożyłam w życie - poczułam się zadowolona. Wierzcie - to dodaje siły. Dni jednak nie przelatują jak niezapisane kartki. Coś naprawę się dzieje! Nie zawsze pozytywnie przecież, ale wszystko służy jakieś nauce. Z każdego wydarzenia staram się wyciągać naukę.
Przyznaje bez bicia. Na maj nie rozpisałam planów i dopiero od połowy miesiąca zapisałam je na drugą połówkę. Teraz trwa gonitwa. Trzeba nadrobić stracony z pozoru czas.

Rozłożenie na mniejsze kawałki.
Zadania zawsze można podzielić. Jedno na kilka mniejszych. Jeśli za dużo nakładasz sobie na głowę, pomyśl, czy nie da się czegoś podzielić z inną osobą. Co ważne, na każde zadanie zaplanuj odpowiednią ilość czasu. Czasem ciężko oszacować ile zajmie nam dana kwestia, dlatego tego unikam, ale określam czas, w jakim chciałabym skończyć.


Bieżąca kontrola.
By szybko się nie rozczarować zalecam kontrolę na bieżąco. Wiecie jak tak to zrobiłam? Przez ostatnie pięć dni skrupulatnie zapisywałam, co robiłam w poszczególnych godzinach, poczynając od godziny, kiedy się obudziłam. I tak znalazło się na liście wszystko, poczynając od śniadania, zabawy z dzieckiem, po odpisywanie na maile czy wiadomości na Facebooku. Szybko można zauważyć wówczas odstępstwa od założonego celu. Dzień mija szybko, gdy sprawdzisz ile zrobiłaś w ciągu ostatnich trzech godzin może okazać się, że nie odpisywałaś wcale na maile a oglądałaś zdjęcia z wesela koleżanki. Mimo cały czas otwartej poczty :).


Jeżeli zastosujecie w swoich kalendarzach, planerach, czy najwyzklejszych notatnikach powyższe zasady szybko powinniście zauważyć rezultaty. Koniecznie dajcie znać, jak Wy planujecie swój czas pracy lub po prostu obowiązków domowych. A może działacie tylko spontanicznie? Ucieszę się, jeśli komuś z Was taka ideologia spodoba się i wdroży ją u siebie. Wierzę, że dzięki podanym regułom uda się i Wam korzystniej zapanować na porządkiem dnia. Zatem, działamy Teraz, nie później! Powodzenia