Festyn na cmentarzu

20:01:00 aldia arcadia 79 Komentarze

Przed nami radosny weekend! W końcu mamy wolne, wystroimy się w nowe ciepłe ciuszki, spotkamy z rodziną, znajomymi. Czeka nas tyle nowych wieści, plotek. Specjalnie na tę okazję lodówka chłodzi już małe co nieco. Uu, będzie się działo!

Przykre. Tak widzę najbliższy weekend spędzany przez większość naszego społeczeństwa. Chciałaby się jeszcze rzec: Radosnego Wszystkich Świętych!
Lubię chodzić na cmentarz, i choć od roku wizyta w tym miejscu rozrywa z żalu moje serce na strzępy, czuję tam niesłychany spokój... Tylko, że odwiedzać groby bliskich zmarłych najlepiej, gdy jest pusto i naprawdę cicho. Wolę, gdy towarzyszy mi tylko szum wiatru i świergot ptaków. A tak na około tylko głośne rozmowy, gorące powitania przyjaciół i śmichy chichy. Najgorzej, że wiele osób nawet nie przycisza głosu. Postoisz chwilę i wiesz od razu, kto ile siedział w Anglii, kto stracił robotę, komu urodziło się dziecko i u kogo w tym roku bawimy się na weselu. Czasem ciężko o minutę spokoju.
Chciałoby się chwili zadumy, modlitwy o pełnię zbawienia, ale nie, wtedy zawsze musi podejść dobra ciotka, która zacznie rozprawiać o tym, jak kto umarł, ile cierpiał, na jaką chorobę i niemożności znalezienia lekarstwa na cywilizacyjne choroby. Na litość boską! Kto chce tego słuchać? Nie chcę mówić tego dnia o tym, jak i na co zmarła mi Mama. Wiem, to najlepiej. To nie czas na rozprawy. W zamian wolałabym usłyszeć, jak wspaniałym była człowiekiem i jak dużo dawała z siebie bliźniemu.

Uroczystość tego dnia ma na celu szukania świętości, nie tylko tych, którzy zakończyli ziemską wędrówkę. Tymczasem starsi plotkują, a młodzi wpadają na cmentarz jeszcze z kacem po halloweenowych imprezach. Szybko, szybko, postawić chryzantemy, odpalić znicz i sio do auta. Więcej w tym rutyny, niż pamięci.

Nie ma lekko. Nie tak szybko zwiejemy do auta. Po drodze, pod cmentarzem pokusi nas zapach grillowanej kiełbaski, pajdy, czy słodkich żelków. Ostatnie lata hitem były prażone orzeszki. Czy trend ten utrzyma się i w tym razem? Nie wiem, jak Wy, ja tam wolę popcorn chrupać w kinie.
W dużych miastach już chyba wszyscy do tego przywykli. Może niektórym to nie przeszkadza, mnie osobiście może nie drażni, ale dziwi - cały ten jarmark różności.
Przyznacie, że dzieci przechadzające się między grobami z lizakami w buzi i disneyowskimi balonami nie wyglądają adekwatnie do święta? Wesoło miasteczko nie w tę stronę. Takie dni to doskonała okazja do nauki. Uczmy najmłodszych szacunku do miejsc spoczynku i zwyczajnej, ludzkiej wrażliwości.

Niedziela zaduszna powinna być dniem pamięci i modlitwy za zmarłych, którzy przebywają w czyśćcu.
Kto by tam przejmował się jakimiś duszami, przecież w listopadzie czekają nas w Polsce wybory samorządowe. Bije o zakład, że w rejonach cmentarzy zostaniemy dodatkowo zasypani ulotkami. No tak, kolejna okazja do omawiania na cmentarzu kosztownych, papierowych obiecanek...

Ploteczki, przekąski, ulotki, jakie jeszcze atrakcje czekają nas w najbliższy weekend? Oczywiście, wydarzeniem dnia będzie coroczny pokaz mody. Przecież to idealna okazja by pokazać przed rodziną, znajomymi nowy płaszczyk i szaliczek. Gdzie lepiej zaprezentować najnowszą kolekcję jesień - zima 2014, jak nie na cmentarzu? Coraz częściej słyszę też o trendach przy dekoracjach nagrobku. Wybaczcie, nie wiem, jakie "styliści" proponują na ten sezon...

Czy naprawdę nie obejdziemy się bez tego wszystkiego? Czy takie zachowanie coś w nas zmieni? Nie! W poniedziałek znów pójdziemy do pracy, marudząc pod nosem, że zbyt szybko zleciało.... Ano zleciało, tak jak i nasze życie, ucieka nam między palcami, nie mając czasu nawet na chwilę zadumy i refleksji.

Przystań na chwilę, zastanów się nad przemijaniem, przywołaj ulotne wspomnienia... Zapalając w sobotę znicz, nie spiesz się, zachowaj należytą powagę. Pamiętaj, ogień palony na grobie to symbol nieprzemijającej światłości, wiary w życie wieczne. Nie musisz się smucić. Spójrz na wszystko z odrobiną optymizmu. Święto to powinno rozpalać w nas tęsknotę za innym, pozaziemskim życiem. To tego potrzebujemy: nadziei, mocniejszej od bólu rozstania z najbliższymi....


79 komentarzy:

  1. wspaniały artykuł, tylko szczypki pominęłaś, to na lubelskich cmentarzach tradycja a i rękawiczki skórzane, do wyboru do koloru, masz rację święto to straciło na znaczeniu a zyskało na konsumpcji, przykre ale prawdziwe

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie takich " cudów " jeszcze nie ma. Być może dlatego, że pochodzę z małej, zapomnianej wsi. Kocham czas oczekiwania przed tym dniem jak i samo święto, chociaż coraz częściej zauważyć można, że ludzie chcą nadrobić cały rok zaniedbania i braku pamięci większymi i pełnymi przepychu wiązankami. Istota tego święta jak i każdych innych powoli zamiera...

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. szczypki to kolorowe "patyczki" z cukru przetworzonego, pyszne ale nieodpowiednie na groby, słodycz pierwsza klasa ale na odpust lub jarmark ,

      Usuń
  4. A widzisz, nawet nie wiedziałam, że takie jarmarki są w pobliżu cmentarzy ... ale to i lepiej ....
    kolejny plus mieszkania w mniejszej miejscowości .... póki co ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację, dlatego oczywiście idę na mszę na cmentarzu, ale tradycją stało się, że wieczorem idę jeszcze raz, by w spokoju posiedzieć, pomyśleć, pomodlić się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam jeszcze napisać najważniejszego - chyba dwa czy trzy lata temu myślałam że mnie krew zaleje, najchętniej odwróciłabym się na pięcie i wróciła do domu:( Ksiądz pozwolił otworzyć bramę i parkować auta na poświęconym terenie wolnej części cmentarza!!! Skoro księża nie szanują świętości to co chcieć od ludzi.

      Usuń
  6. Bardzo trafne spostrzeżenia i świetnie opisane. U nas jeszcze kilka lat temu to było nie do pomyślenia, ale z roku na rok to się zmienia... ostatnio obserwowałam dzieci pałaszujące odpustowe obwarzanki na cmentarzu, normalnie nóż się w kieszeni otwiera. Natomiast do "rewii mody" już trochę przywykłam, bo panuje od wielu lat i to głównie starsze panie wyciągają swoje futra i "karakuły", nierzadko wydzielające skisły zapach starej szafy i nie wiadomo czego jeszcze, ehhh życie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, prawda, prawda :) Odpustowe obwarzanki? No widzisz, to ciekawostka, z tym się jeszcze nie spotkałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację, co do tego, że na cmentarzu głośne rozmowy o wszystkim i o niczym są zwyczajnie nie na miejscu. I to każdego dnia, nie tylko 1 listopada. Jednak jako dziecko lubiłam to święto, właśnie z powodu możliwości spotkania się z bliższą i dalszą rodziną. Po mszy bliższa rodzina spotykała się na kawie, a wieczorem znów szliśmy na cmentarz, bo aura jest wówczas niezapomniana. Ta cisza i spokój nadaje ton zadumie i wspomnieniom o zmarłych. Pochodzę z małej miejscowości, cmentarz znajduje się kilka kilometrów od niej, więc spacer wieczorem z całą rodziną i wspominanie tych co odeszli, było dla mnie, wówczas dziecka, idealną lekcją historii rodziny. Sprzedawców pod cmentarzem nie było. Dzisiaj, wszystko się zmieniło. W miejscowości, w której teraz mieszkam, na szczęście nie zobaczę sprzedawców pod cmentarzem, ale za to stylizacje na grobach potrafią wprowadzić mnie w osłupienie. Pod cmentarzem rozgrywają się dantejskie sceny, gdyż nie ma parkingu. Trudno się skupić, gdy co chwilę słychać klakson samochodu. Moje dzieci nie zapamiętają tego dnia tak jak ja pamiętam. Szkoda, ale pozostaje jeszcze reszta roku aby pokazać im na czym polega istota pamięci o naszych bliskich zmarłych. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie, masz rację. Ja też jako dziecko wspominam to podobnie, jak Ty, z możliwością spotkania dalszej rodziny, rozmowami, wspomnieniami zmarłych i miłym, nastrojowym spacerkiem po zmroku...

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko to o czym napisałaś, to niestety prawda...ja już od 14 lat chodzę do mojego ukochanego taty i najbardziej lobię te chwile w ciszy i samotności, a ten dzień o którym piszesz to tylko święto w kalendarzu, które niestety nie zawsze obchodzimy tak jak powinniśmy...
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. A na naszym wiejskim cmentarzu jest spokój i zaduma. Przypominam uczniom o godności tego miejsca i nigdy się za nich nie musiałam wstydzić. O godz. 14 jest Msza św za wszystkich spoczywających na cmentarzu, potem różaniec. Całe rodziny stoją przy grobach swoich bliskich. Jest tak jak być powinno. Wieczorem, grupa młodzieży z katechetą odmawiają Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Zawsze tak samo, zawsze prawdziwie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z tym co napisałaś. Również jak Ciebie strasznie drażni mnie ta parada mody i powiększający się co roku jarmark różności z popcornem, watą cukrową. Mieszkam w mieście o średniej wielkości, ale na największym cmentarzu u nas też co roku przybywa straganów z jedzeniem. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z tym co napisałaś choć u nas na wsi jeszcze balonów czy przekąsek nie serwują (na szczęście!) ale za to rewia mody o takkk! a potem wystarczy po bułki iść i stanąć w kolejce a będziemy wiedzieć kto który rok był w tym samym płaszczu... nie lubię tego dnia dlatego na groby wybieram się w piątek ...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja krótko: pięknie napisane i prawda niestety.
    Pozdrawiam Marta :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ŚWIETNY POST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Podpisuję się pod każdym słowem, ja też nie lubię tych pustych pogaduch, dlatego od kilku już lat jeżdżę wcześniej na cmentarze. W tym roku było podobnie. A ten weekend?....Przeznaczę na stosik książek, które na mnie czekają, na gry planszowe z dziećmi, na oglądnie zdjęć i wspomnienia o tych, którzy na nas czekają...:) Pozdrawiam, aha, zaskoczyłaś mnie z tymi orzeszkami, masakra, dzisiejszy człowiek już się niczego nie boi....Brak słów:((((

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo trafne spostrzeżenia.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Widzę, że na wsiach zdecydowanie mniej tego całego cyrku.... Dobre i to. Chyba, czym większe miasto, tym większy festyn tworzą sami ludzie.... Masz rację nawanno i jeszcze tacy księża, to kolejny przykład zaskakującej sytuacji tego dnia...

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie to napisałaś.Mnie denerwują ludzie,którzy parodiują po cmentarzu z telefonem przy uchu :(
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. My obchodzimy 1 listopada bardzo spokojnie.
    Bez przekąsek i tłumu gości...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja zawsze mówię że 1 listopada trzeba otworzyć sezon futrzany, bo może nas ktoś z żyjących zobaczy
    Nie mogę też zrozumieć festynu jaki jest pod cmentarzem, łącznie z indiańska muzyka
    No i główna sprawa, czyli uprzejmość wobec innych odwiedzających. Okropność.
    Wejść na cmentarz brodnowski czasami graniczy z cudem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Prawda, o telefonach to już w ogóle zapomniałam.... ale fakt, spacerowiczów z telefonikiem nie brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny post!! Dlatego ja lubię pójść na cmentarz wieczorem, kiedy wszystko cichnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Wszystkimi kończynami się podpisuję!!!!!
    W dzisiejszych czasach na wszystkim da się ponoć zarobić i Ci sprytniejsi chętnie to wykorzystują, czyniąc wkoło cmentarzy jak i całego święta jarmarczany klimat.. Sprytni, ale czy mądrzejsi?
    Czy takie wartości chcemy przekazać najmłodszym? Następnemu pokoleniu, które za jakiś czas będzie do nas( oby jak najpóźniej :) na ten cmentarz przychodziło? I czy chcemy by tak właśnie się zachowywali nad naszymi grobami?
    Masz rację, przykre....
    serdecznie pozdrawiam
    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Zamyśliłam się... i już mi skóra cierpnie na ten maraton... a racji nikt Ci tu chyba odmówić nie może... w tym roku spodziewam się jeszcze ... poświątecznych relacji prosto z miejsca "akcji" w postaci selfie... wszak z niejednymi zobaczymy się za rok... albo i nie, więc jest okazja... chore to jakieś. Znieczulone... Pozdrawiam serdecznie,

    OdpowiedzUsuń
  25. O rety masz rację, pewnie niejedno selfie trafi prosto z cmentarza na fejsa...

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie ujęłabym tego lepiej...Masz zupełną rację...śmieszą mnie te głupie przepychanki i cudaki...czas na zamyślenia i zadumę został zastąpiony tym o czym piszesz, więc wolałabym zostać w domu i nie oglądać tego zakłamania...
    pozdrawiam i łącze się w bólu...mojego Taty nie ma już z nami 13 lat, a wydawałoby się, że minął rok...
    myślę sobie, że to wszystko zależy od człowieka i jego miłości do drugiego człowieka...

    OdpowiedzUsuń
  27. czysta prawda, to co napisałaś... dlatego ja zawsze odwiedzam groby albo wieczorem 1 listopada, albo 2go, o wiele mniej ludzi tam jest wtedy. zawsze nad grobem danej osoby staram się o niej opowiadac moim dzieciom, tak aby zapamiętały, bądź poznały kogoś, kogo już nie ma.

    w tym roku to święto będzie dla mnie bardzo trudne. dla mnie i dla mojej Mamy. dwa tygodnie temu doszedł nam jeszcze jeden grób - mojego kochanego Tatusia. strasznie się boję, bo teraz mogę ciągle udawać, że to nieprawda, że on jeszcze jest. na cmentarzu ta smutna prawda walnie mnie obuchem w głowę, wiem to. :(

    OdpowiedzUsuń
  28. ...dlatego w ten dzień nie chodzę na cmentarz...
    Zgadzam się z Tobą w 100 %.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Mnie najbardziej denerwuje wyścig - "kto postawi więcej zniczy". Bardzo bym chciała, żeby każdy postawił jeden, a resztę przeznaczyła na hospicjum czy dom dziecka. A jednocześnie, wszystko się na tych zniczach kończy. Nikt po powrocie do domu nie otworzy albumu ze zdjęciami, żeby powspominać zmarłego. Nikt nie przytoczy anegdoty z nim związanej. Pozerstwo i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  30. bardzo dobrze ujęłaś całe to zjawisko niestety przykre jak cholera! :/
    mam nadzieję,że ludzie się kiedyś opamiętają...
    ściskam cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
  31. Z roku na rok niestety "cmentarny festyn" się powiększa, więc tu akurat, pomimo mojego wielkiego optymizmu, niezbyt wierzę w jakąkolwiek zmianę...

    OdpowiedzUsuń
  32. Też chodzimy z rodziną na cmentarz przed 1 lub po 2 listopada . Wszystko co napisałaś to niestety prawda . Ten dzień to dzień zadumy i wspomnień . A większość to zamiast się modlić to tylko zagląda , kto ma jakie znicze , kto grobu nie posprzątał , jakie kwiaty , jak się ubrała .... , przecież ma po mężu emeryturę i to jaką... i można byłoby tak wyliczać i wyliczać ... myślę , że ludzie zatracają się w tym wszystkim , nie przywiązują już uwagi do tego co było kiedyś najważniejsze i jakie ma być to młode następne pokolenie , jeśli starsi o to nie dbają ?

    OdpowiedzUsuń
  33. Święta prawda! Trzeba by się zastanowić na sobą, albo raczej nad innymi :-)
    Pozdrawiam-D.

    OdpowiedzUsuń
  34. To co napisałaś, to bardzo smutna prawda... Kiedy to tylko możliwe odwiedzamy naszych bliskich przez cały rok... Tego dnia też, ale już raczej wieczorem, kiedy tłum mniejszy i nie ma już tej rewii mody i innych pseudo atrakcji...
    Pozdrawiam Cię serdecznie i mocno ściskam...

    OdpowiedzUsuń
  35. Cieszę się, że się zgadzacie ze mną. To prawda, że wieczorem jest zazwyczaj spokojniej, bardziej klimatycznie...można za to natknąć się na pijane grupki, które mają przecież wtedy nie lada atrakcje i okazję do rozrabiania...

    OdpowiedzUsuń
  36. Dlatego ja rzadko bywam na cmentarzach w tym dniu... wolę chwilę zadumy w inny dzień: przy grobach dziadków i taty niż całą tą świąteczną gonitwę. Odwiedzam groby bardzo regularnie i nie potrzebuję specjalnego święta by to robić. Teraz w niedzielę pojadę jednak na grób dziadków...tak jakoś wyjątkowo ;-). Buziaki i dobrego dnia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola trafna uwaga...reguralność , potrzeba spotkania...Co z tego że 1 listopada niesiemy,, laurki ,, na cmentarz ...kiedy cały rok nie ma kto zdmuchnąć liści z grobu...

      Usuń
  37. Trafne spostrzeżenia Aldia, choć u mnie na wsi spokojniej, ale wiele z tego co przytoczylaś ma miejsce- bardzo to przykre :-(
    pozdrowienia
    K

    OdpowiedzUsuń
  38. Nienawidzę tłumów 1 listopada na cmentarzu i szumu z tym świętem...
    Ale bardzo lubię przejść sie wieczorem i pomyśleć...
    ściskam cię kochana cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  39. U mnie w rodzinie na szczęście tak nie ma. Wszyscy jakoś tak na spokojnie przeżywamy ten dzień w sobie, w ciszy. Nie "umawiamy" się na wspólne odwiedzanie grobów, każdy zagląda o innej porze. Nie ma tego dnia jakiś rodzinnych obiadków, to zdecydowanie dzień zadumy. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Cześć! Wśród blogerów została zorganizowana akcja pt. "Liebster Blog Award" i chciałabym Cię nominować do udziału w niej ponieważ uważam, że Twój blog jest warty uwagi. Już tłumaczę zasady:

    „Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego Blogera, w ramach uznania za ‚dobrze wykonaną robotę’. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

    Jeśli jesteś zainteresowana wzięciem udziału, pytania znajdziesz na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Z przykrością muszę stwierdzić, że trafiłaś w samo sedno. Właśnie tak wygląda to święto na cmentarzach i dlatego od kilku lat nie uczestniczę w tym wszystkim i zamiast głównej mszy zjawiam się na cmentarzu rano i wieczorem,kiedy nie ma już takich tłumów i nie muszę oglądać tej rewii mody. Ostatnio słyszałam, że jakaś pani kupiła sobie trzy płaszcze na 1 listopada i teraz ma problem, który założyć. Po prostu żałosne. Zresztą ja groby zmarłych odwiedzam cały rok i zawsze mówię, że nie potrzebuję tego święta, żeby pamiętać o tych, którzy odeszli,1 listopada jest potrzebny tym, którzy raz w roku przypominają sobie o zmarłych.

    OdpowiedzUsuń
  42. niestety ja też tak myślę. a ja - ani nie zrobilam wielkich zakupów, ani gości nie zaprosiłam, ani zniczy nie zakupiłam (zawsze robię to na ostatnią chwilę), a jak myśle o korkach, to aż wolałabym pójść na cmentarz w poniedziałek - po całym tym zamieszaniu..........

    OdpowiedzUsuń
  43. A ja uwielbiam cmentarze...I 1 listopada wieczorem zawsze się wymykam na spacer wśród rozświetlonych zniczami nagrobków...U mnie w rodzinie zawsze jest wspólny obiad lub kolacja, albo i to i to, ze wspominaniem i anegdotami o Tych Których Już Nie Ma...A najbardziej wkurzają mnie grające znicze...

    OdpowiedzUsuń
  44. Naprawdę są znicze z melodyjką? No tego jeszcze nie grali :). Coś mi się obiło kiedyś o uszy, nie sądziłam, że to prawda...

    OdpowiedzUsuń
  45. Powiem szczerze, że nie wiem jak przeżyć w tym roku ten czas... Nigdy nie był on dla mnie tak ważny i jednocześnie tak przerażający. Nienawidzę, gdy tak jak piszesz na cmentarzu jest gwar wywołany zbędnymi słowami. Nie umiem wtedy pobyć z tata nawet chwilki, coś mnie wygania... Bardzo trudny jest ten czas.

    OdpowiedzUsuń
  46. Podpisuję się obiema rekami i nogami pod tym co napisałaś! Ja mówię stanowcze nie i dlatego tydzień wcześniej odwiedzam grób swojej babci i nie ma wtedy ani korków, ani rewii mody, cisza i spokój. Mogę się skupić na tym co najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  47. Masz racje! Ja nie lubię spędowisk więc tego dnia daruje sobie wycieczkę na cmentarz. Dla mnie dobry jest każdy inny dzień w roku, jak sama zauważyłaś na spokojnie, gdzie towarzyszy śpiew ptaków, wiatr... to miejsce należy uszanować zadumą.

    OdpowiedzUsuń
  48. No Kochana musze Ci przyznac swieta racje , nie wiem do kad swiat zmierza;(

    OdpowiedzUsuń
  49. Kochana, trafiłaś mi w sedno...Niestety Święto Zmarłych zawsze będzie mi się kojarzyć z spotkaniami rodzinnymi i "towarzyskimi" na cmentarzu...Dla mnie prawdziwym Świętem są Zaduszki obchodzone 02.11. Wtedy odczuwam spokój i tak na prawdę w skupieniu mogę stanąć nad grobami bliskich, ale to już wyniosłam z domu od prababci, która w tym dniu właśnie pokazywała fotografie i opowiadała piękne lub budzące grozę historie o tych co odeszli, o tych duszach, nie zawsze "świętych"...ale z pewnością potrzebujących pamięci i modlitwy...

    OdpowiedzUsuń
  50. Takie opowieści powinny właśnie nam towarzyszyć.... piękne masz wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  51. "Balowanie" na cmentarzu kojarzy mi się z niektórymi kulturami, nie tak od nas odległymi geograficznie. Atmosferę Wszystkich Świętych znam z niewielkich cmentarzy (wiejskiego i miejskiego). Jakoś ominęły mnie festyny, choć rewia mody chyba występuje :-) Być może właśnie przez te rodzinne spotkania przy grobach, uważam cmentarze za miejsca jakoś oswojone. Pierwszym zmarłym którego pamiętam z dzieciństwa był mój pradziadek i pamiętam taki ciąg wydarzeń: najpierw gromadzenie się rodziny w domu pradziadka (w czasie różnych świąt), potem wokół jego łóżka (gdy już chorował), potem na modlitwach wokół trumny i na pogrzebie, a następnie co roku wokół grobu (choć na cmentarz nie chodzi się raz w roku, ale tak najbardziej zbiorowo, to we Wszystkich Świętych). Może to brzmi niezbyt dobrze, ale mnie takie doświadczenie pokazało, że wszystkie wymienione spotkania są naturalną częścią istnienia (które się nie kończy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się Tesia i dodam tylko, że to "balowanie" jest wpisane w te kultury, ma swoje uzasadnienie historyczne, biesiadnicy mają świadomość tego co robią,czy to podkreślając łączność dwóch światów, próbując zapewnienia sobie przychylność przodków zapewniając mu poczęstunek itd...Wszystko odbywa się jednak świadomie i to zmarła osoba znajduje się w centrum uwagi. W ten sposób czczona jest pamięć o niej (pierwsze słowa i obrzędy tego"balowania" są bezpośrednio kierowane do zmarłego, przypominane są wesołe sytuacje z nim związane). Co innego obyczaje innych kultur, a co innego ignorowanie, lub brak szacunku do tradycji w których się wychowaliśmy lub byli wychowani nasi przodkowie...
      Bardzo ładnie opisałaś swoje doświadczenia, czasem mam wrażenie że obecnie robimy wszystko, aby odciąć się właśnie od tego co kiedyś uważano za naturalne i pewne : czyli przemijanie, starość i śmierć.

      Usuń
    2. P.S. Aldia - dziękuję za ten wpis.:)

      Usuń
  52. Piękny post, taki prawdziwy. Ja mieszkam w Warszawie i wszyscy moi bliscy też są tu pochowani. To co opisałaś, ten festyn, który dzieje się przed cmentarzami to niestety prawda. Mnie mama uczyła, że odwiedzając groby trzeba się wyciszyć, ale jak! Mam tylko nadzieję, że takie zachowanie się kiedyś znudzi..... pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Dzisiaj podczas zakupów w sklepie mięsnym zauważyłam, że co najmniej połowa osób kupuje mięso i kiełbasy... na grilla. Do tej pory jestem w szoku.

    OdpowiedzUsuń
  54. No tak wolny weekend, to i bez imprezki ww wielu domach nie może się obyć...
    Dziękuję za każde, ważne słowo i poparcie....

    OdpowiedzUsuń
  55. świetny post ! taki.. przemawiaajacy ! popieram :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Wiele w tym prawdy, a szczególnie o tym tworzącym się jarmarku przed bramą cmentarza... To Święto to jeden wielki biznes, dla handlarzy kwiatami, dla producentów odzieży (jesionek, płaszczy, kozaków), dla sprzedawców zniczy, cukierników (bo i rodzinę na ciasto trzeba w Święto zaprosić). Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Według mnie straciło to swoją dawną magię... zostało skomercjalizowane, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  57. Ja też cenię tą zadumę. Na Powązkach jest mniej jarmarcznie. Jakoś ceniac te Swieto nie mam złych doświadczen. Nigdy z rodzina nic nie jemy, ubieramy sie ciepło i wygodnie oraz lubimy wspominać bliskich. Czasem się tylko skuszę na obważanki ale już w autobusie...

    OdpowiedzUsuń
  58. Wspaniałe słowa, można napisać prawdę bez ranienia uczuć innych. Niestety nie będę mogła odwiedzić grobu rodziców, a u mamy byłam jedyny dotąd raz na pogrzebie ( marzec ). Pocieszyły mnie Twoje słowa. Nie byłabym w stanie przeżywać smutku przy przypadkowej zbieraninie ludzi. Pojadę, kiedy będzie spokojniej, a jutro wieczorem usiądziemy przy świecach i powspominamy naszych najbliższych w ciszy i spokoju. Taką formę święta pragnę przekazać moim dzieciom. Tobie też życzę jutro przyjemnego, rodzinnego nastroju. Beata

    OdpowiedzUsuń
  59. Dziękuję, trzymaj się także dzielnie. Wiesz, ja odkąd mam Mamy grób (drugie święto), nie mam jak być na grobie ukochanych dziadków, zapalam znicz przy krzyżu kościelnym. Wierzę, że tak dochodzi do nich to światełko ode mnie...

    OdpowiedzUsuń
  60. Wiesz, nasza rodzina, tego dnia, od zawsze wyglądała tak samo, postaci zamyslone w nieslyszalnej dla innych rozmowie z bliskimi, ktorych już fizycznie nie ma, tak było do czasu kiedy ludzie obok, zaczeli coraz głośniej i huczniej afirmować swoją obecność, a to organizowali wyścig na najdroższy znicz w rodzinie, a to obgadali nieobecnych, w końcu pojawiły się przekleństwa i uwaga!.....puszka piwa wyciagana co chwilę z kieszeni płaszcza.
    Od tej pory ja i wielu moich bliskich omijamy tego dnia "godziny szczytu"....
    Wszystko o czym napisalaś niestety ma miejsce, ostatnio usłyszałam, nawet, ze sprzedawcy odnotowują szczyt sprzedaży tydzień przed św. zmarlych, no tak, bo trzeba pokazac się w nowych butach i płaszczu.
    I te pytania : a widzialaś ją, jak przytyła? a tamtą jak schudła? a co jej odbiło z tą fryzurą?...otóż NIE! nie widziałam, bo ja nie po to tam byłam.
    Aj przykre i smutne, bo stojąc nad grobem najblizszej mi osoby, ja się nie rozgladam tylko mówię w myślach : " zobacz jaką mam piękną córeczkę, byłabyś z niej dumna, tak jak byłaś i jesteś ze mnie. Bardzo Cię. kocham i tęsknię..."

    OdpowiedzUsuń
  61. Masz rację, mam podobne przemyślenia. Mi dziś co zbierało się na łzy, ktoś obok przeszkadzał. Postałam chwilę, a nasłuchałam się....
    Nie mogę się doczekać, aż wrócę na grób i będzie pusto.... A tak jeszcze dziś wieczorem, może będzie ciut spokojniej.

    OdpowiedzUsuń
  62. Jeśli zaobserwowałaś takie zjawisko, to nie dziwię się, że Cię to irytuje. Mądrze i pięknie to ujęłaś. Ja nie mam takich doświadczeń. U nas na i przed cmentarzem panuje cisza i refleksja. Może dlatego, że od lat chodzę z dziećmi na cmentarz wieczorem. Jest mniej odwiedzających, a i nastrój spowodowany palącymi się lampkami narzuca odpowiednie zachowanie. Nawet młodzież się wtedy zaskakująco wycisza. Natomiast denerwuje mnie komercja i zapożyczanie z zachodu niekoniecznie fajnych zwyczajów. Mam na myśli Halloween. Ślepo "małpujemy" modę zarażając nią w dodatku dzieci, które nam wierzą, a co za tym idzie przyjmują co im pokażemy i niestety prawdopodobnie będą w tym tkwić. Podobało mi się podsumowanie tego zjawiska przez jednego z moich uczniów. Przyznaję, nie brzmi to elegancko, ale prawdziwie: "ludzie zamiast postać nad grobem babci, dziadka, zapalić znicz i powspominać, popier... po mieście z dyniami;)"
    Tym optymistycznym akcentem...
    Pozdrawiam. viola

    OdpowiedzUsuń
  63. Coz, nie mogę się nie zgodzić. Denerwujące to strasznie i dotyczy całej Polski. Moi bliscy są pochowani na największym warszawskim cmentarzu. Co roku dostać się nie można, jarmark wszędzie, jedzenie dymi jak szalone. Pisk, hałas i przepychanie. Jadę jutro, na spokojnie. Dzieciom kupię pańską skórkę bo to tradycja od bardzo dawna. Jadę do rodziców...w ciszy pogadać. Całuję mocno za tak dobry tekst.

    OdpowiedzUsuń
  64. 1 listopada to dla nas wyjątkowy czas...refleksyjny...
    Powracają rozmowy o przemijaniu, śmierci...czuję jeszcze bardziej obecność bliskich którzy odeszli.
    Ciesze się jednak ,że jest to również okazja do spotkań z rodziną ...tak mało mamy czasu dla siebie.
    Nie potrzebuję fajerwerków, sztucznej pajęczyny by te dni spędzić właściwie.

    OdpowiedzUsuń
  65. Mi też niestety niezbyt udało się skupić. Gwar przeszkadzał. Jestem na cmentarzu jednak bardzo często, więc może następnym razem... Dziękuję za każde pozostawione tu słowo. Także ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  66. Nic dodać nic ując. I jeszcze paniusie, która jaka by pogoda nie była na dworze, koniecznie "odpalają" futro 1 listopada. Pamiętam jak któregoś roku było tak ciepło, że ja byłam w dość lekkim sweterku, ale futrzaste (chociaż na pewno płynęły potem pod spodem) to musiały się pokazać ;) I ten jarmark przed wejściem, że trzeba się opędzać, by w spokoju wejść. Masakra. Na szczęście wraz z nadejściem zmroku cmentarz szybko pustoszeje (no bo w lodówce się chłodzi) i wtedy można się zadumać. To jest chwila złapania oddechu i wyciszenia dopiero w ten dzień.

    OdpowiedzUsuń
  67. Bratowa ktora ma salon urody... zawsze wspomina ze przed tym swietem maja obłożenie pelne w salonach...Mi sie jeszcze nie podoba natlok różności na grobach i pokazywanie jeden przez drugiego. A tu chodzi o symbol swiatla i modlitwe nie o najjnowsze trendy zniczy wiankow kwiatów.

    OdpowiedzUsuń
  68. Wlasnie tak to jest, dobrze ze ktos miał odwage to napisac.

    OdpowiedzUsuń
  69. Oj, nie słyszałam o takich jarmarcznych zwyczajach. U nas od wielu lat sprzedawane są obwarzanki, ale nie przed każdym cmentarzem. Dla mnie to czas zadumy, wspomnień o kochanych osobach, których już z nami nie ma. Zgadzam się z Tobą i żałuję, że czasami to Święto zamienia się w ,,pokazy mody'' i rozmawianie ,,o niczym''. Poza tym szkoda, że w pozostałe dni roku cmentarze już nie są tak zadbane i przystrojone a zwiędnięte kwiaty przez kilka tygodni smętnie stoją na grobach.

    OdpowiedzUsuń
  70. tez wole cisze i spokój niz ten rozgardiasz i rewie mody... dlatego drugi raz ide na grób wieczorem...

    OdpowiedzUsuń
  71. Kiedy żyła moja mama, ten dzień był też dniem rodzinnych spotkań. Ale trochę innych. Z cmentarza jechaliśmy do niej na pogaduchy....ale - wspominaliśmy babcie, dziadków, rodzinne historie sprzed wielu lat.... Tata opowiadał o wojnie i przodkach, zwłaszcza tych, którzy zginęli w czasie wojny. Był to czas na wspomnienie tych , którzy odeszli... taki wieczór zadumy przy herbacie i przekazanie historii rodziny młodym. Wzruszające...:) Mam nadzieję, że podtrzymam tę naszą tradycję, chociaż w części.

    OdpowiedzUsuń
  72. Sama prawda, dlatego ja chodzę na cmentarz wieczorem.

    OdpowiedzUsuń
  73. Najlepiej jest chodzić na cmentarz wieczorami, no i odwiedzać nie tylko w święta.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  74. Chociaż w jedne dzień cmentarze odżyją

    OdpowiedzUsuń

Twój głos ma znaczenie :)